wtorek, 6 października 2009

Cztery Łapy w La Fuente


Martin Codax Cuatro Pasos 2007 w La Fuente

Hiszpańskie wino z regionu Bierzo, leżakujące przez 3 miesiące w beczkach z amerykańskiego i francuskiego dębu. Ale beczki w nos się nie rzucają! Podobno cuvée, ale głównym szczepem jest mencia, typowym właśnie dla Bierzo i Ribeira Sacra.

Bardzo to zacne wino było, żywe i dynamiczne. Na początku w bukiecie jakieś takie krwawe, żelaziste nuty się pojawiły, lecz wnet ustąpiły dojrzałej jeżynie, a nawet i malinie. Mocy typowej 14% - lecz w ustach nie czuć alkoholu. Dałabym mu 8,7 punktów.

Wypite zostało w towarzystwie dużych, zielonych oliwek z pestką, szynki serano i bakłażanów grillowanych i nadzianych jakimś dobrem konsumpcyjnym, które w smaku było wysoce zadawalające. Wszystko to wydarzyło się w nadzwyczaj godnym poleceniu lokalu jakim jest mikroskopijny tapas bar La Fuente, mieszczący się przy ulicy Bożego Ciała 11. Zjeść tam można, jak sama nazwa wskazuje różnego rodzaju tapas i zapić winem, którego wybór może nie jest przytłaczający, ale za to stosowny do menu, a ceny niewiele różnią się od tych w sklepie. Za wspomniane Cuatro Pasos w lokalu zapłacić przyjdzie 55 zł za butelkę, a w sklepie przydomowym, gdzie zdarzyło mi się wino takie samo znaleźć tylko 5 zł mniej.

niedziela, 27 września 2009

Luigi Bosca w Aperitifie


Zaskakująco dobre wino (8,7 punktów bym dała!) zdarzyło mi się wypić w Aperitifie przy Siennej. Było to Pinot Noir Luigi Bosca Reserve z 2006. 8 miesięcy dębowej beczce w tym wypadku zdecydowanie nie zaszkodziło. Zaraz po otwarciu w bukiecie było czuć wprawdzie siarkę, ale po 20 minutach wyłonił się przyjemny zapach – niech mnie kule biją, jeśli nie był to sernik z polewą czekoladową z musem ze świeżych truskawek. W ustach wino aksamitne i krągłe, w końcówce pojawił się lekki posmak pieczonych jabłek. Nie ma w tym winie owocowej eksplozji, która czasem czyni wina z Nowego Świata trochę banalnymi.
Cena za butelkę w restauracji: 99 zł.

Nie jedliśmy kolacji w Aperitifie, jedynie całkiem poprawną minestrone, w której jednakowoż mogło pływać nieco więcej jagnięcych pulpecików ogłoszonych w menu. Szkoda, że nie serwują w Aperitifie małych zakąsek do wina, choćby oliwek jakichś, bo jakoś tak łyso z samą butelką na stole...

wtorek, 8 września 2009

Ancora na lunch

Poszliśmy dziś na lunch do Ancory (Dominikańska 3). Zamiast zamawiać z karty, poprosiliśmy o menu lunchowe, które zawiera z resztą dużo tańsze propozycje. Wprawdzie nie były to takie fajerwerki, jakich doświadczyć można przy zamawianiu z głównej karty, lecz zaprawdę - bardzo przyzwoity zestaw na stosunkowo długą przerwę obiadową w dniu powszednim. Na początek był rosół z ziołowym omletem miast makaronu, któremu to rosołowi przyznać mogę w mojej prywatnej skali zadowolenia smakowego 7 punktów na 10 możliwych. Nastąpiły po nim kurki w śmietanie, wycenione na 8. Całość uzyskała wsparcie moralne ze strony kieliszka Macon 2006 La Roche Vineuse, które było zacne (8,5). Efekt końcowy z dodatkową kawą był zadowalający i przyjemny, wart zapewne powtórzenia.

Za danie z menu lunchowego przyjdzie zapłacić od dziesięciu do dwudziestu paru złotych.

wtorek, 1 września 2009

Vigne della Rocca, Ronchi di Manzano 2006



Cabernet Franc ze wszystkimi jego skutkami. Bukiet niespotykany, poważny, żadnych tam krotochwilnych owoców - chrzan, liście warzyw, wilgotna ziemia. Dopiero po 20 minutach ujawniła się delikatna wanilia; ale w ustach delikatne, okrągłe,łagodne i przeciągłe. Taniny wyraziste, lecz powściągliwe. Wino w sumie dość proste, ale wszystko w nim jest na swoim miejscu, wszystko wyraźne, a razem tworzy ładną, sensowną całość. Jak młody perszeron, niby grubo ciosany, a wdzięcznej postaci. Można by nawet wypić to wino samo dla siebie, bez jedzenia, a i tak byłaby to czynność miła. Butelka w cenie przystępnej - 10 euro (Enoteca w Tarcento). Zdecydowanie dobre wino.

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Farinella


W sobotę postanowiliśmy posilić się w przybytku żywienia zbiorowego pod tytułem Farinella. Nie jest nam to całkiem obcy lokal, ale nigdy nie jedliśmy tam „na poważnie”, więc podeszliśmy do tematu z wrodzonym sceptycyzmem. Nie było źle. Było nawet całkiem przyzwoicie. Sandacz w sosie koperkowym trochę rachityczny, suchawy ale do zjedzenia, przyjaźnie choć nieśmiało spoglądał zza cytryny (czekał, aż zrobi się stek dla drugiego biesiadnika, jak mniemam i to dlatego). Stek był za to całkiem wilgotny, usmażony jak należy, krwisty i stosownie popieprzony (nie był to jednak stek zbliżony rozmiarem do steku alla Fiorentina). Na deser wzięliśmy mus z gorzkiej czekolady w sosie wiśniowym. Ogromna porcja całkiem smacznego …raczej semifreddo niż musu z ubitą na miejscu śmietaną i syropem wiśniowym o stosownych walorach smakowych. Tak. Wszystko było w porządku. Nie było to doświadczenie z gatunku bliskich satori, ale poprawnie, dość domowo, przytulnie. Nie wzięliśmy całej butelki wina, ale do sandacza popijałam hiszpańskie Vina Heredad Blanco z Segura Viudas, cuveé z lokalnych hiszpańskich odmian. Delikatne, jasno słomkowy kolor, niezbyt ostry bukiet cytrusowo – ananasowy, na upały przyjemne.

piątek, 28 sierpnia 2009

Royal Tokaji Furmint 2007



Cóż za moc wina! Zdecydowanie nie jest to butelka dla miękkich zawodników! Kolor jasny, chłodny, słomkowy; bukiet nieśmiały początkowo, trochę świeżego drewna, później dojrzałe brzoskwinie. Sama niewinność. Aż do pierwszego łyka, kiedy okazuje się, że pod tymi pozorami kryje się mocarne 14,5%, dające wino zdecydowane w smaku, niemal taniczne, ale złagodzone miodowymi nutami.

Dobrze współgrało z pstrągiem i sałatką z rukoli, ale mam wrażenie, że jeszcze lepiej lepiej wypadłoby z kozim serem.
Całkiem przyzwoita relacja ceny do jakości, butelka kosztowała około 35 zł.