Zaskakująco dobre wino (8,7 punktów bym dała!) zdarzyło mi się wypić w Aperitifie przy Siennej. Było to Pinot Noir Luigi Bosca Reserve z 2006. 8 miesięcy dębowej beczce w tym wypadku zdecydowanie nie zaszkodziło. Zaraz po otwarciu w bukiecie było czuć wprawdzie siarkę, ale po 20 minutach wyłonił się przyjemny zapach – niech mnie kule biją, jeśli nie był to sernik z polewą czekoladową z musem ze świeżych truskawek. W ustach wino aksamitne i krągłe, w końcówce pojawił się lekki posmak pieczonych jabłek. Nie ma w tym winie owocowej eksplozji, która czasem czyni wina z Nowego Świata trochę banalnymi.
Cena za butelkę w restauracji: 99 zł.
Nie jedliśmy kolacji w Aperitifie, jedynie całkiem poprawną minestrone, w której jednakowoż mogło pływać nieco więcej jagnięcych pulpecików ogłoszonych w menu. Szkoda, że nie serwują w Aperitifie małych zakąsek do wina, choćby oliwek jakichś, bo jakoś tak łyso z samą butelką na stole...