
W sobotę postanowiliśmy posilić się w przybytku żywienia zbiorowego pod tytułem Farinella. Nie jest nam to całkiem obcy lokal, ale nigdy nie jedliśmy tam „na poważnie”, więc podeszliśmy do tematu z wrodzonym sceptycyzmem. Nie było źle. Było nawet całkiem przyzwoicie. Sandacz w sosie koperkowym trochę rachityczny, suchawy ale do zjedzenia, przyjaźnie choć nieśmiało spoglądał zza cytryny (czekał, aż zrobi się stek dla drugiego biesiadnika, jak mniemam i to dlatego). Stek był za to całkiem wilgotny, usmażony jak należy, krwisty i stosownie popieprzony (nie był to jednak stek zbliżony rozmiarem do steku alla Fiorentina). Na deser wzięliśmy mus z gorzkiej czekolady w sosie wiśniowym. Ogromna porcja całkiem smacznego …raczej semifreddo niż musu z ubitą na miejscu śmietaną i syropem wiśniowym o stosownych walorach smakowych. Tak. Wszystko było w porządku. Nie było to doświadczenie z gatunku bliskich satori, ale poprawnie, dość domowo, przytulnie. Nie wzięliśmy całej butelki wina, ale do sandacza popijałam hiszpańskie Vina Heredad Blanco z Segura Viudas, cuveé z lokalnych hiszpańskich odmian. Delikatne, jasno słomkowy kolor, niezbyt ostry bukiet cytrusowo – ananasowy, na upały przyjemne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz